Okładka artykułu „Mam nadzieję, że zaczniemy przykładać większą wagę do ręcznej pracy człowieka” — Rozmowa z Anią Wieluńską
Wywiady

„Mam nadzieję, że zaczniemy przykładać większą wagę do ręcznej pracy człowieka”

Rozmowa z Anią Wieluńską

Zdjęcie autora Aleksandra Tulibacka
0

Krój pisma potrafi być jednym z najważniejszych elementów identyfikacji wizualnej, a jednocześnie decyzją, którą wciąż często podejmujemy gdzieś pomiędzy projektem logo a pierwszym mockupem. Tymczasem za wyborem fontu stoją nie tylko estetyka i charakter marki, ale też licencje, zakres znaków, technologia, sposób wdrożenia, a czasem także całkiem konkretne pieniądze.

O tym, kiedy gotowy krój przestaje wystarczać, czy custom font rzeczywiście jest rozwiązaniem tylko dla największych marek i dlaczego projektanci powinni dokładniej czytać licencje, rozmawiam z Anią Wieluńską. Pytam też o AI, typograficzne pułapki i to, czy polski rynek naprawdę ma jeszcze kogokolwiek do dogonienia.

Ani posłuchacie podczas tegorocznej edycji konferencji GrafConf, 12 września w Toruniu. Bilety wciąż są dostępne na naszej stronie

Capitalics to pierwsze studio tworzące kroje w Polsce – jak to jest tworzyć fonty w kraju, gdzie ten zawód dopiero się instytucjonalizuje?

Mam wrażenie, że odkąd zajmuję się tym zawodowo – czyli już ponad dziesięć lat – cały czas wraca ta sama narracja: że raczkujemy, że coś się dopiero wykluwa, że jeszcze dużo wody w Wiśle musi upłynąć. Rozumiem, skąd to się bierze, ale trochę mnie to męczy.

Ania Wieluńska - wywiadAnia Wieluńska - wywiadMamy w Polsce tendencję do patrzenia z zazdrością na Zachód i powtarzania sobie, że „tam to jest, a u nas to nie ma”. Tymczasem polskie typografki i polscy typografowie mają kompetencje, narzędzia i doświadczenie, żeby pracować globalnie. Nie uważam, żeby w tym zakresie czegokolwiek nam brakowało i żebyśmy musieli do czegoś dorastać – my już „tam” jesteśmy.

Coraz więcej marek i studiów projektowych rozumie, że krój pisma nie jest tylko dodatkiem do identyfikacji, czy przykrą koniecznością, do której podchodzimy jak do jeża, a jednym z podstawowych narzędzi. Moment, w którym jesteśmy, wydaje mi się bardzo ciekawy, rozwojowy i lubię go.

Łączysz projektowanie krojów, digitalizacje historyczne i konsulting dla marek. Które z tych trzech ról najczęściej się ze sobą kłócą?

One w ogóle się ze sobą nie kłócą, raczej bardzo dobrze się uzupełniają. Mam czasem potrzebę „zmienić planszę” – przejść z jednego rodzaju pracy w drugi, żeby zachować świeżość głowy. Gdybym miała zajmować się tylko jedną z tych rzeczy, pewnie wypaliłabym się po miesiącu.

Każda z tych działek daje mi coś innego. Jedna daje więcej pieniędzy, inna więcej satysfakcji, inna rozwija badawczo i akademicko, a jeszcze inna może wspierać środowisko i budować pozytywny vibe wokół dziedziny. Najlepsze są oczywiście te momenty, kiedy udaje się połączyć kilka z tych aspektów w całość. Myślę, że nawet w bardzo wąskiej specjalizacji warto wygrodzić sobie mniejsze poletka, które zaspokajają różne potrzeby. Dzięki temu cały czas można się tym jarać, zamiast zamienić własną specjalizację w rutynę.

Masz konkretny przykład z własnej praktyki albo klienta Capitalics, gdzie zły wybór kroju zaczął kosztować realne pieniądze albo czas? Czy dało się tego uniknąć wcześniej?

Z rzeczy, o których mogę mówić otwarcie, największym problemem są chyba pochopne decyzje i kupowanie krojów na własną rękę na dużych platformach, takich jak np. MyFonts, które pobierają sporą prowizję od sprzedaży. Przy większych licencjach – dużej liczbie stanowisk, szerokim zakresie użycia czy dodatkowych polach eksploatacji – automatyczna wycena potrafi znacząco wpłynąć na finalny koszt projektu.

W takiej sytuacji warto odezwać się bezpośrednio do foundry i sprawdzić, czy da się porozmawiać o realnym zakresie użycia, budżecie i potrzebach klienta. Często można wypracować rozwiązanie sensowniejsze niż zaakceptowanie w ciemno kwoty z marketplace’owego kalkulatora.

Coraz więcej mówi się o custom fontach, ale też widujemy je najczęściej w dużych korporacjach. Jak rozpoznać moment, w którym klient potrzebuje customa?

Wokół customowych krojów narosło trochę miejskich legend. Często mówi się o nich tak, jakby były czymś nieprawdopodobnie drogim, dostępnym wyłącznie dla największych globalnych marek. Czytamy w prasie branżowej o customach za miliony monet, ale pamiętajmy też, że im więcej coś kosztowało, tym głośniej będzie się o tym mówić – bywa, że to elementem kampanii i PR-u.

W rzeczywistości koszt zależy od bardzo wielu rzeczy: zakresu znaków, liczby odmian, liczby skryptów, przeznaczenia kroju, modelu licencji i tego, czy mówimy o kroju rysowanym całkowicie od zera, czy o rozwiązaniu typu semi custom. W Capitalics staramy się nikogo nie odprawiać z kwitkiem. Mamy dużą bibliotekę własnych krojów, które możemy dostosowywać do potrzeb konkretnego klienta. To często znacznie przyjemniejsze finansowo niż pełny custom, a nadal pozwala stworzyć personalizowany asset w charakterze marki.

Najważniejsze jest to, żeby nie bać się pytać i nie zakładać z góry, że „nas na to nie stać”. Custom albo semi custom nie musi zależeć od nieskończonego budżetu. Czasem zależy od otwartości na rozmowę, dobrego rozpoznania potrzeb i chęci poszukania rozwiązania, które naprawdę pasuje do projektu.

Ania Wieluńska - wywiad

Ania Wieluńska - wywiad

Na co w licencji albo w technicznej specyfikacji kroju projektanci nie zwracają uwagi, a powinni?

Największy problem polega na tym, że projektanci często nie robią dobrych założeń na starcie albo nie zadają klientowi wystarczająco konkretnych pytań. Krój zostaje pobrany albo kupiony, trafia do pierwszych mockupów, klientowi się podoba, projekt idzie dalej – i dopiero później okazuje się, że brakuje kursywy, odpowiednich odmian, znaków albo skryptu, który nagle okazuje się potrzebny. W naszych realiach bardzo często jest to na przykład cyrylica.

Druga sprawa to licencje. Mało kto naprawdę je czyta, a problemy prawne związane z niewłaściwym użyciem fontów faktycznie się zdarzają. Trzeba wiedzieć, do czego możemy używać danego kroju: czy tylko w projektach graficznych, czy też na stronie, w aplikacji, w dokumentach klienta, w materiałach podwykonawców. Sam fakt, że projektantka czy projektant ma dostęp do fontu, nie oznacza jeszcze, że klient może swobodnie używać go we wszystkich swoich kanałach.

Dobrym przykładem są Adobe Fonts. To świetne narzędzie, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów licencyjnych. Jeśli na późniejszym etapie klient będzie chciał użyć kroju w aplikacji albo w środowisku, którego licencja nie obejmuje, może się okazać, że pojawią się dodatkowe, czasem bardzo duże koszty. Niestety tej wiedzy najczęściej uczymy się na własnych błędach – dlatego częścią naszej pracy jest też konsulting i pomaganie klientom czy projektantom w podejmowaniu tych decyzji wcześniej.

Mamy rok 2026, a więc muszę też zapytać o sztuczną inteligencję. Czy jako twórcy krojów macie jakiekolwiek narzędzia do tego, aby walczyć z nieuprawnionym użyciem Waszych fontów w narzędziach AI? Czy to się w ogóle zdarza?

Takie rzeczy zaczynają się dziać, chociaż w typografii to nadal dość nieoczywisty temat. Pojawiają się modele i narzędzia, które są karmione istniejącymi krojami, a potem generują nowe twory bazujące na tym materiale. Staramy się na to reagować, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że kwestie autorstwa w projektowaniu krojów są złożone nawet bez AI.

W przypadku fontów bardzo trudno jest jednoznacznie udowodnić naruszenie, jeśli nie mamy sytuacji, w której węzły stoją dokładnie w tych samych miejscach albo w metadanych zostały ślady kopiowanego pliku. Łatwiej mówić o naruszeniu przy bardzo charakterystycznych krojach displayowych, gdzie odejście od klasycznego szkieletu litery jest większe i bardziej autorskie.

Ja sama na ten moment nie boję się AI jako narzędzia. W naszej pracy może ono otwierać możliwości, które wcześniej były niedostępne albo zajmowałyby absurdalnie dużo czasu. Myślę, że jesteśmy w szarej strefie, z której nie ma prostego odwrotu. Gdzieś kiedyś przeczytałam że 5 najbardziej opłacalnych zawodów za 10 lat jeszcze nie zostało wymyślonych. Wydaje mi się, że z AI przynajmniej w mojej działce może być tak, jak z rewolucja komputerową. Albo to ogarniesz albo zostaniesz z pretensją, że kiedyś to trzeba było robić ręczne rozbarwienia kolorów do druku.

Ania Wieluńska - wywiad

Ania Wieluńska - wywiad

Z drugiej strony mam przyjaciół ilustratorów, którym AI już teraz „zabrało” pracę, decyzją klientów o tym, że „no w sumie to jesteśmy w stanie zrobić sobie to promptem na takim poziomie jaki nas zadowala”. Żal mi też najmłodszego pokolenia – przez AI próg wejścia na rynek diametralnie przesuwa się do góry. Pamiętajmy jednak, że np. druk zecerski też miał umrzeć wraz pojawieniem się fotoskładu i dalej komputerów a nie umarł, przenosi się tylko ciężar i skala działań, a prawdziwi zajawkowicze zostają. Mam nadzieję, że jako społeczeństwo zaczniemy przykładać większą wagę do ręcznej, wygenerowanej przez człowieka pracy i odpowiednio to cenić. 

Mamy na rynku AI-owe obrazki, aplikacje, jak jest z krojami? Czy to coś, na co powinniśmy już też uważać?

Tak, takie rzeczy zaczynają się pojawiać, choć typografia nie jest jeszcze w tym samym miejscu co ilustracja czy fotografia. Przez długi czas rzeczy wygenerowane przez AI poznawało się przecież obok szóstego palca po skopanej typografii. 

Istnieją narzędzia, które obiecują generowanie krojów dopasowanych do potrzeb projektanta albo klienta, często na podstawie materiału, którego pochodzenie nie zawsze jest jasne. Przyznam, że podchodzę do tego z dużym dystansem, bo od razu zapala mi się lampka dotycząca legalności i autorstwa takich rozwiązań.

Ania Wieluńska - wywiad

Ania Wieluńska - wywiad

To oczywiście będzie się zmieniać, ale w przypadku profesjonalnych krojów pisma nie chodzi tylko o wygląd kilku liter. Chodzi o cały system: znaki, spacing, kerning, odmiany, języki, pliki, licencje, wdrożenie. To nie jest coś, co da się – na ten moment – odpowiedzialnie sprowadzić do efektownego promptu.

Być może to pytanie jest jeszcze zadane trochę za wcześnie, a być może po prostu ten problem nie dotknął mnie jeszcze tak bezpośrednio, żebym mogła mówić o nim z pełnym przekonaniem. Na pewno jednak warto zachować ostrożność, szczególnie jeśli za takim narzędziem nie stoi jasna informacja o źródłach, prawach i odpowiedzialności za wygenerowany materiał.

Jak projektant graficzny bez zaplecza typograficznego może sam, szybko ocenić krój przed użyciem? Czy są jakieś proste testy albo pytania, które warto sobie zadać?

Tak! Ale żeby nie spoilować mojego występu na GrafConfie chyba jeszcze ich nie podam :).

Ani posłuchacie podczas tegorocznej edycji konferencji GrafConf, 12 września w Toruniu. Bilety wciąż są dostępne na naszej stronie

To może Cię zainteresować