Okładka artykułu „Brak opcji cofnij zmienia podejście do projektu” — Wywiad z Snooze One
Wywiady

„Brak opcji cofnij zmienia podejście do projektu”

Wywiad z Snooze One

0

Na styku graffiti, kaligrafii i cyfrowego liternictwa Snooze One konsekwentnie buduje własny język pracy z literą – oparty na eksperymencie, narzędziu i procesie. Choć jego praktyka obejmuje zarówno analog, jak i digital, trudno sprowadzić ją do prostego podziału czy opozycji między tymi światami.

W rozmowie wracamy do punktu wyjścia: zmęczenia ekranami, potrzeby fizycznego kontaktu z materią i pytania, czy praca analogowa jest dziś formą ucieczki, czy raczej świadomym rozszerzeniem warsztatu.

Czy nie masz wrażenia, że jesteśmy jakoś zmęczeni ekranami? Spędzasz mnóstwo czasu w świecie cyfrowym – jak my wszyscy – ale Twoja twórczość i warsztaty które prowadzisz w dużej mierze oparte są na fizycznych narzędziach i technikach. Czy traktujesz pracę analogową jako formę kreatywnego detoksu?

Nie określiłbym pracy analogowej mianem detoksu, może dlatego, że nie postrzegam pracy cyfrowej jako czegoś, od czego muszę uciekać. W pracy z fizycznymi technikami i materiałami cenię bezpośredniość, pewną nieprzewidywalność, zapach i ten cały bałagan. To inny rodzaj zaangażowania w proces.

Snooze - wywiad

Zacząłeś od graffiti w 2013 roku. Jak wyglądała Twoja droga do nowoczesnego liternictwa i twórczości cyfrowej?

Początki miałem czysto analogowe. W tamtym czasie pojawiało się coraz więcej cyfrowego liternictwa, szczególnie tworzonego w Procreate. Moją uwagę przykuło to, że można tam budować własne pędzle. Oswojenie się z cyfrą zajęło mi trochę czasu, głównie dlatego, że nie miałem pod ręką narzędzi, do których byłem przyzwyczajony, ale kiedy zacząłem tworzyć pędzle odpowiadające mojemu stylowi pracy, nagle wszystko kliknęło!

Wejście w świat cyfrowy było dla mnie bardziej rozszerzeniem zestawu narzędzi niż zmianą charakteru czy intencji stojącej za moją twórczością. Pozwoliło mi to na realizację pomysłów w sposób, który w technikach analogowych nie jest możliwy.

SNOZE - wywiadSNOZE - wywiad

SNOZE - wywiad

W swoich mediach społecznościowych chętnie dzielisz się tym poszukiwaniem, a sam proces pokazujesz od kuchni. Czasem mam wrażenie, że tworzenie przychodzi Ci z niezwykłą łatwością. 

Oczywiście miewam momenty, gdy motywacja lub inspiracja są na niskim poziomie. Nie polegam jednak zbyt mocno na czekaniu, aż one nadejdą. Z czasem wyrobiłem sobie nawyk, by po prostu siąść i coś zrobić. Media społecznościowe grają tu pewną rolę – tworzą presję na ciągłe produkowanie treści, co bywa zarówno pomocne, jak i problematyczne. Ale pomogło mi to zbudować regularność.

Jak zatem radzisz sobie z blokadą twórczą?

Kiedy czuję, że utknąłem, staram się zmienić jakąś małą rzecz: nowe narzędzie, kolor, materiał albo łączę różne style. W liternictwie można tyle odkrywać i eksperymentować, że to się dosłownie nigdy nie kończy.


Dla wielu barierą bywa strach przed złamaniem zasad typografii. Jak wyjść poza te ramy i pozwolić sobie na czystą zabawę formą litery?

Myślę, że warto najpierw poznać i zrozumieć te zasady, ale jednocześnie nie traktować ich jako ograniczenia. To one dają strukturę, na której można budować i od której można w ciekawy sposób uciekać. Aby przestać nadmiernie analizować, warto początek pracy potraktować jako otwarte poszukiwanie, a nie próbę zrobienia czegoś idealnie od razu. Staram się generować jak najwięcej wariantów bez oceniania ich zbyt szybko. Dopiero później decyduję, które z nich mają to coś.

Mam poczucie, że dusza litery kryje się w jej niedoskonałościach – może to mój sentyment do błędów i przypadków, których w technikach cyfrowych uczymy się unikać. Czy czujesz, że przesiadka na tablet zmienia Twój sposób myślenia o literze? 

Nie szkicuję analogowo dla prac cyfrowych, ale czasem robię odwrotnie. Używam narzędzi cyfrowych, by szybko naszkicować pomysły, przetestować kompozycję czy kolory. W ten sposób mogę sprawdzić różne warianty bez przerzucania stosów papieru.

Nie sądzę, bym świadomie jakoś bardzo mieszał analog z cyfrą – pracuję w każdym z tych mediów na jego własnych zasadach. Koncepcja „duszy” jest jednak interesująca i zgłębiam ją podczas studiów magisterskich. Kiedy przekładasz pismo ręczne na format cyfrowy, pewne cechy mogą umknąć – zwłaszcza bezpośredni kontakt z materiałem, małe nieregularności, nieprzewidywalność czy widoczny proces kryjący się za każdym śladem.

Nie twierdzę jednak, że świat cyfrowy to tylko uboższa wersja analogu, która wymazuje proces; digital daje nowe możliwości i posiada własną duszę.

W pracy z papierem nie ma CMD + Z. 

Brak opcji „cofnij” zmienia podejście do projektu. Stajesz się bardziej świadomy każdej decyzji, bo każdy ślad niesie ze sobą konsekwencje. Jednocześnie wciąż eksperymentuję, czasem na osobnej kartce, zanim przejdę do finalnego dzieła. Ale kiedy pociągnięcie pędzla nie wyjdzie tak, jak oczekiwałem, staram się z nim pracować, zamiast je poprawiać czy zaczynać od nowa. To często prowadzi do nieoczekiwanych rezultatów lub nowych kierunków, których bym nie zaplanował. Te „błędy” stają się częścią procesu.

W digitalu łatwiej jest coś zmienić i błyskawicznie dopracować, co daje prostszą drogę do celu i usuwa ten rodzaj oporu materii, dzięki któremu rodzą się niespodziewane pomysły. Z drugiej strony pozwala na swobodniejsze eksperymenty, bo nie musisz się martwić, że zepsujesz to, co już zrobiłeś.

SNOZE - wywiad

SNOZE - wywiad

SNOZE - wywiad

Ale brak w nim haptyczności – czy fizyczne odczucia: praca z piórem, zapach tuszu, faktura papieru wpływają na Twoją kreatywność inaczej niż gładki ekran tabletu?

To zmienia bardzo wiele. Kiedy pracuję z piórem, tuszem czy papierem, zawsze pojawia się opór, faktura i reakcja zwrotna materiału, co bezpośrednio wpływa na charakter kreski. Na tablecie to doświadczenie jest inne. Nawet jeśli występuje tarcie powierzchni, samo narzędzie pozostaje niezmienne, więc interakcja jest bardziej jednolita. Ten fakt wymaga podejmowania innych decyzji i innego trybu pracy.

Ta bliska relacja z materią – czy to cyfrową, czy analogową – sprawia, że liternictwo postrzega się jako zajęcie wybitnie introwertyczne. Co daje Ci ta twórcza samotność i godziny spędzane sam na sam z literą, markerem, tabletem?

Ogromne skupienie. Kiedy uwaga jest w pełni skoncentrowana na projekcie, możesz dopieszczać detale bez rozpraszania się. 

Jednocześnie nie postrzegam tego jako izolacji, bo liternictwo bardzo łączy ludzi. Poznałem dzięki niemu mnóstwo osób, zbudowałem nowe relacje i miałem okazję tworzyć wspólnie z innymi pasjonatami.

Podczas warsztatów w Warszawie uczestnicy będą budować własne pióra. Czy modyfikowanie istniejących narzędzi lub tworzenie własnych zmienia wpływa na proces?

Kiedy tworzysz własne pióro, zaczynasz postrzegać je jako integralną część samego dzieła. Ręcznie wykonane narzędzie jest mniej przewidywalne, co zmusza do bardziej uważnego śledzenia tego, co dzieje się na papierze. Sprawia też, że jesteś bardziej świadomy tego, jak różne kształty, krawędzie czy materiały, z których tworzysz narzędzie wpływają na sam znak. Dzięki temu możesz uzyskać konkretne efekty i nadać literze swój określony charakter.

Mieszkasz w Berlinie, mieście z potężną historią typograficzną i muralową. Jak to otoczenie wpływa na Twoje podejście do eksperymentów w projektach?

Berlin ma niesamowicie silną scenę typo i graffiti, na każdym kroku możesz zetknąć się z różnymi stylami i sposobami wykorzystania liternictwa. Traktuję to jako coś zupełnie naturalnego, ale dopiero gdy wyjeżdżam z miasta dociera do mnie, jak bardzo Berlin mnie kształtuje.

Wywiad powstał przy okazji warsztatów, które już 18 i 19 kwietnia odbędą się w Offline Studio w Warszawie.

Szczegóły i zapisy na stronie organizatora. 

 

To może Cię zainteresować