Okładka artykułu „Po studiach byłam pewna, że do niczego nie nadaję” — Rozmowa z Katarzyną Bogucką
Wywiady

„Po studiach byłam pewna, że do niczego nie nadaję”

Rozmowa z Katarzyną Bogucką

Zdjęcie autora Monika Suchodolska
0

Czy po 15 latach na rynku uznana ilustratorka wciąż musi „podnosić rękę”, by o sobie przypomnieć? Wygrana w konkursie Design by Śliwka Nałęczowska stała się dla nas pretekstem do rozmowy z Katarzyną Bogucką o konkursach, stylu, pracy dla klientów i „po nic”. Artystka opowiedziała nam o luksusie tworzenia bez presji nagrywania procesu, zawodowej asertywności  oraz o tym, dlaczego AI może być impulsem do rozwijania jeszcze bardziej śmiałego stylu. 

Impulsem do naszego spotkania jest konkurs Śliwki Nałęczowskiej. Gratuluję wygranej, niemniej muszę zadać to pytanie: dlaczego tak doświadczona ilustratorka bierze udział w konkursie i to takim skierowanym nie tylko do profesjonalistów? 

Wiesz, tu nie ma jednej odpowiedzi. Miałam trochę wolnego czasu między zleceniami. Może nawet trochę więcej niż trochę. Pomyślałam, że spróbuję swoich sił, żeby ten czas sensownie wykorzystać. Sam konkurs trzyma poziom, jest fajne jury i też fajne nagrody. Poczułam, że to może być okazja, by spróbować swoich sił w kreatywnym wyzwaniu. To było też wyzwanie pokory i zaakceptowaniu ryzyka.

Poza tym marzy mi się, że to pudełeczko będzie metalowe i że fajnie byłoby w nim trzymać nici. Nie wiem, jakie producent Śliwki ma plany wobec tego projektu, tak go ja widziałam. Zobaczymy. 

Katarzyna Bogucka

Katarzyna Bogucka

Skąd taki pomysł na ilustrację?

Wydaje mi się, że ja zawsze tak naturalnie staram się wszystko ująć w takim ładnym obrazeczku. Był oczywiście brief, ale też mi Śliwka Nałęczowska kojarzy się z dawnymi słodyczami z dzieciństwa. To dzieciństwo i beztroskę, sad i piknik ujęłam na projekcie. Taką rodzinną, przyjemną atmosferę. 

Napisałaś w poście na instagramie, że „poświęciłaś temu projektowi sporo czasu i energii”. Ile to jest „sporo”, kiedy mówimy o pracy w wykonaniu Katarzyny Boguckiej?

Myślę, że taki tydzień roboczy poświęciłam na tę pracę. Co więcej, pozwoliłam sobie na przywilej, żeby się skupić tylko na tym i też właśnie przez to nie nagrywałam procesu.

Czyli nie zobaczymy postu z „the making of”?

Nie. Możliwe, że to był błąd, bo wygrałam i powinnam teraz odcinać kupony i kręcić tym na social mediach. Ale po prostu pozwoliłam sobie na taki przywilej nie pokazywania tego, jak pracowałam. Z mojej perspektywy to było bardzo komfortowe, bo czułam się swobodniej. Jednak jak mam nad sobą telefon, który który mnie nagrywa, to czuję się obserwowana. Część uwagi rozjeżdża się na wygląd pracowania, a nie jego efekt.

Nie czujesz się dobrze jako twórczyni contentu? 

Na pewno nie jestem w tym biegła. Nie prowadzę takiej świadomej strategii wizerunkowej czy karierowej. Przez długi czas wychodziłam też z założenia, że nie muszę, skoro mam zlecenia, mam co robić. Robię też swoje rzeczy i to mi wystarczało. Ja długo, długo liczyłam, że te zlecenia będą pojawiać się dzięki poczcie pantoflowej, poleceniom, takiej świadomości, że jestem. Dopiero kilka lat temu odkryłam, że trzeba cały czas podnosić rękę i się zgłaszać.  

Podobnie kiedyś postrzegałam konkursy, a to się zmieniło. Taki konkurs jak Design by Śliwka Nałęczowska, traktuję jako taki no trochę booster, który podbija moją obecność w internecie, w świadomości odbiorców, w towarzystwie takim ilustratorsko-projektowym. 

I to zadziałało dzięki Śliwce Nałęczowskiej?

Myślę, że tak, choć ogólnie to nie umiem w media społecznościowe. Po prostu to wiem. Widzę, jak się ludzie rozwijają i coraz bardziej profesjonalnie tworzą te materiały. Ja się temu bardzo opieram, tak mi się wydaje. Mam kilka patentów na treści, staram się z tego jakoś szyć. No i nie wiem, być może przede mną właśnie jakieś takie większe zmiany. Staram się czuć się komfortowo z tym, co tam umieszczam, ale nie śledzę tego, co później dzieje się wokół tego materiału. Nie umiem też reagować na jakieś komentarze. Nie mam tam dyskusji. Tak po prostu wrzucam i uznaję za odhaczone. Post na Instagramie zrobiony, wykreślam, idę dalej. Podobnie nie zmusisz mnie do słuchania mojej wypowiedzi w radiu, czy oglądania wywiadu. Za dużo emocji - za duża tortura.

Ale nie można powiedzieć, że w social mediach Cię nie ma. Nawet publikujesz sporo takich prywatnych nagrań, na przykład z przejażdżek rowerowych. 

Właśnie czasami zastanawiam się, kiedy jest taki moment, że tego jeżdżenia na rowerze pokazuje się za dużo. Ale tak, ja jeżdżę rowerem w trakcie pracy. No ale po to mam właśnie tą własną działalność, żeby móc sobie na to pozwolić. Nie potrafię żyć tylko i wyłącznie kieratem. Jeśli chcę być kreatywna i podchodzić do wyzwań twórczych z entuzjazmem, muszę od pracy odpoczywać. A w mediach społecznościowych pokazuję, że jeżdżę w przyrodzie - chyba głównie ją chcę pokazać. Tym, którzy podejrzewają mnie o idealny balans uchylę rąbka tajemnicy - jak pokazuję, że jeżdżę dużo na rowerze to może to być znak, że ogarniam wszystko, albo, że nie mam pracy i kolejny dzień odpuściłam posprzątanie kuchni.  

Katarzyna Bogucka

Domyślam się, że nie kusiła Cię nigdy praca na etacie? 

Ja na etat nigdy się nie próbowałam dostać, bo kiedy skończyłam studia byłam pewna, że absolutnie nikt mnie nie zatrudni i w ogóle ja się do niczego nie nadaję. O, taka była moja myśl, że po prostu nawet jakby ktoś mnie zatrudnił, to on się za chwilę dowie, że ja nic nie umiem.

Zresztą nie miałam też nigdy potrzeby tworzenia studia. Najchętniej wiadomo, jak chyba każdy twórca, bym sobie robiła swoje, wymyślała swoje durne durnoty, głupie głupoty, a żeby ktoś mi to sprzedawał. (…) Zarządzanie drugą osobą w moim przypadku nie wchodzi w grę w ogóle.

Masz jeszcze drugie konto z pracami malarskimi.

Tam nic nie publikuję w sumie, bo też prawie że nie maluję. To była taka próba, bo malarstwo to coś na kształt ucieczki, żeby gdzieś po prostu spróbować inaczej coś robić. 

Malarstwo i kolaż jest takim polem,gdzie wyrażam emocje nie mieszczące się w ilustracji. Do tego to moja działalność bez (dużego) ciśnienia na sukces i zbyt.

Czuję się głównie ilustratorką, choć mam czasami potrzebę zrobić coś, co nie mieści się w takim moim ilustratorskim sposobie wyrażania. Zdarza się, że przychodzi zlecenie na ilustrację do artykułu, a ja mam na nią pomysł, który w ogóle nie przystaje do mojego stylu. On nie przekłada się na każdy temat. 

Musisz być wierna swojemu stylowi? 

Tak mi się wydaje, choć dla mnie ten styl nie jest tak bardzo spójny. Ma takie swoje 3 odnogi: bardziej śmieszną, bardziej projektową i bardziej taką linearną. I kiedy klient zgłasza się do mnie o coś w „moim stylu”, to czasami podsyłam mu 3 różne prace i proszę o doprecyzowanie. 

Katarzyna Bogucka

Tak wyraźny i wyrobiony styl jest trochę jak złota klatka. 

Trochę tak jest, ale chyba trzeba balansować. Z jednej strony to profesjonalne, żeby projektować tak, jak ktoś tego oczekuje. A jednocześnie trzeba uważać, żeby nie utknąć. Dostosować schemat działania i sposób projektowania do miejsca, gdzie dana ilustracja ma funkcjonować. Innego myślenia projektowego wymaga plakat, innego mural.  

Edukujesz klienta, czy dostosowujesz się?

Staram się przekonać, żeby zrobić coś po swojemu i jednocześnie zrobić coś, co wydaje mi się, że będzie dobre. Wiadomo jednak, że klient płaci, a więc ma prawo decyzji jako zleceniodawca. Trzeba znaleźć kompromis. Oczywiście dla dobra obu stron i samego projektu.

Zdarza Ci się odmawiać zleceń, jeśli tego kompromisu nie ma? 

Zdarzało mi się rezygnować z jakiś takich zleceń, gdzie wybitnie mi temat nie podchodził. Miałam kilka zapytań od producenta wyrobów mięsnych, a jako osoba niejedząca mięsa stwierdziłam, że to nie dla mnie. 

Zdarzyło mi się z dwa lata temu zrezygnować z dużego projektu po rozpoczęciu współpracy, gdzie ewidentnie nie potrafiłam z klientem się porozumieć. Każdy miał inną wizję i uznałam, że lepiej zrezygnować, niż się tak po prostu przepychać. 

Który etap projektowania najbardziej lubisz?

Zdecydowanie początek, kiedy powstaje pomysł. Potem, gdy trzeba doszlifować detale, wszystko ustawić, to już nie jest dla mnie tak ciekawe. Zdarzają się projekty, które się same rysują, bo od początku pomysł był mocny i nie do wybicia mi z głowy. Najtrudniej mi zaakceptować zmiany wymyślane w trakcje projektowania. Takie rzeźbienie potrafi zabić wyjściowy pomysł.

Nie masz problemu ze znajdowaniem pomysłów na ilustracje i pewnie nie masz potrzeby korzystania z AI? 

Nic nie wiem na ten temat. Miałam taką sytuację rzeczywiście, gdzie zaprojektowałam zbiór ilustracji i na dwie godziny przed takim wieczorkiem ze spotkaniem odebrałam telefon, czy oni mogą z AI z tych ilustracji stworzyć takie jakieś animacje. I po prostu tylko powiedziałam twarde: „Nie, absolutnie, nie ma szans”. 

Widzę w umowach teraz, że zleceniodawcy chcą zawrzeć taki punkt, w którym ta moja ilustracja miałaby być wykorzystana, by zasilić AI do tworzenia kolejnych grafik, banerów itp. Ja zastrzegam, że absolutnie nic nie można w moich ilustracjach zmieniać. 

Katarzyna Bogucka

Wykorzystanie AI poszło za daleko?

Ciężko mi ocenić, bo w sumie ciekawa jestem, czy to kolejne narzędzie, czy już coś więcej. Jestem bardzo oporna na nowe technologie i - szczerze mówiąc - już najnowszy Photoshop to program, w którym kompletnie nie potrafię się odnaleźć. Ilustratora jeszcze ogarniam cały czas, ale to bardzo opornie i myślę, że cały czas jestem spóźniona parę lat. Tak jak z tymi mediami społecznościowymi, długo się adaptuję. 

Jako odbiorca też chyba bardziej cenię podejście sprzed ery AI. Byliśmy niedawno na wakacjach z rodziną i zwiedzaliśmy muzeum filumenistyczne, czyli bardzo dużo etykiet zapałczanych sobie pooglądałam. (…) I to było przepiękne i kiedyś tak inwestowali w ogóle w takie ilustracje reklamujące miejsca. Dzisiaj bardziej opiera się to na zdjęciach albo grafikach wygenerowanych przez AI. 

Nie czujesz, że AI zabierze Ci pracę? 

Jakoś bardziej skłaniam się ku myśli, że AI będzie generowało obrazki, więc trzeba będzie trochę bardziej odjechać w tej ilustracji. Może to jest szansa na to, żebym ja mogła się bardziej realizować właśnie w takich deformacjach. Jak w tej książce „Ten łokieć źle się zgina”, której tytuł przypomina mi słowa mojego męża. On wielokrotnie zwracał mi uwagę, że ręce czy inne części ciała narysowałam zdeformowane. Być może to jest sposób na AI? Zdecydowanie mogłabym się realizować w takich bardziej odważnych ilustracjach.

Jednocześnie myślę, że na pewno jako osoba, która już jest na rynku, jest mi łatwiej na pewno zdecydować: korzystać czy nie, wesprzeć się, czy właśnie iść w jeszcze mocniej wystylizowaną kreskę. Natomiast można powiedzieć, że osoby, które teraz rozpoczynają swoją ilustratorską karierę, mają trochę przechlapane. 

AI sprawiło, że coraz częściej myślę o powrocie do rzemiosła - malarstwa, rysunku, kolażu. Może czas zmierzyć się z nowymi wyzwaniami opartymi o tradycyjne techniki typu tkactwo, czy mozaika.

Miałaś trochę wolnego czasu, wygrałaś konkurs i co teraz? 

Ilustracje dla przedszkola, które zrobiłam 10 lat temu. Robię rebranding. Projektuję też plakaty – to raczej na własne potrzeby, czyli do swojego sklepu. I to jest taka działka, którą bardzo lubię, bo mogę sobie wymyślać do woli. 

Moim marzeniem obecnie jest zaprojektowanie mozaiki. Bardzo kocham mozaiki. I bardzo bym chciała takie wyzwanie mieć. Nawet myślałam ostatnio, że może ja powinnam po prostu sobie tutaj jakiś warsztacik z takimi małymi mozaikami zorganizować, żeby popracować trochę z materiałem. 

Działasz w branży kreatywnej od 15 lat. Jak pielęgnujesz tę chęć do tworzenia? 

Uważam, że twórcze działanie, takie projektowanie „po nic” jest bardzo ważne, żeby utrzymywać taką chęć projektowania i zabawy Żeby jednak nie musieć generować pomysłów ze sztuczną inteligencją. Ja dałam sobie przestrzeń, by projektować bez dokumentowania tego na social media. Projektowania na tematy, które są mi bliskie, nie tylko te zadane przez klienta. 

Super ważne jest też nie pracować - wygospodarować czas i energię na coś innego. Ja jestem amatorką kolarstwa, czyli na tym polu jestem kiepska, co nie umniejsza mojej radości podczas wagarów rowerowych.

To może Cię zainteresować