Artysta wizualny i designer, pracujący na styku identyfikacji wizualnej, instalacji i grafiki, jest członkiem Alliance Graphique Internationale (AGI) — jednej z najważniejszych na świecie organizacji zrzeszających czołowych projektantów graficznych i artystów wizualnych.
W swojej pracy bada, jak kolor, kształt i symbole potrafią przyciągać uwagę — i czasem powiedzieć więcej niż słowa.
Jest twórcą Ghosts of Tomorrow, wieloletniego projektu prezentowanego w miastach Europy i Azji. Projekt obejmuje serię odważnych, graficznych flag inspirowanych tym, co powoli znika wokół nas: naturą, uwagą, wspomnieniami, zasobami, a nawet śladami, które zostawiamy po sobie w cyfrowym świecie.
Z Krzysztofem rozmawiamy o projektowaniu ponadczasowej identyfikacji, o instalacji Ghosts of Tomorrow i o tym co właściwie zobaczyć możecie w tym roku na Kinomuralu.

Jesteś autorem identyfikacji wizualnej i logo Kinomuralu. Z tego, co rozumiem, „Bryła w ruchu” (kształt logo wydarzenia) miała być formą inspirowaną murami miasta. Od czego realnie zaczęła się ta forma: od konkretnej ściany czy od autorskiego szkicu?
Nie było jednej konkretnej ściany. Zacząłem od szkicu i obserwacji tego, co Kinomural robi z architekturą. W ciągu dnia mur jest ciężki i nieruchomy. Po zmroku, pod wpływem projekcji, zaczyna falować i tracić stabilność. Bryła jest więc fragmentem architektury pod presją. Czymś, co powinno stać spokojnie, ale zaczyna zachowywać się wbrew swojej naturze.
System był od początku pomyślany tak, żeby zmieniać się z edycji na edycję. Co w nim zostaje nienaruszone, a co ma się zmieniać?
Zostają bryła, typografia oraz zasada, że znak nigdy nie jest ostateczny. Może się obracać, rozpadać, znikać i ponownie składać. Zmieniają się jego konstrukcja, kolory, światło i sposób poruszania się. Każda edycja dostaje własny charakter, ale nadal wiadomo, że to Kinomural. Nie chciałem co roku jedynie zmieniać kolorów.
Znak działa w kilku skalach jednocześnie: na ścianie, plakacie i w materiałach do mediów społecznościowych. Czy świadomie projektowałeś z myślą o tych nośnikach i jak wpłynęło to na efekt końcowy?
Tak. Widz najczęściej spotyka Kinomural najpierw na telefonie, a dopiero później w przestrzeni miasta. Na ścianie ogląda znak z dystansu, a na telefonie poświęca mu kilka sekund. Dlatego forma ma mocną sylwetkę, wyraźny kontrast i niewiele elementów. Musi być czytelna bez całego spektaklu światła i ruchu.
Po kilku edycjach masz już materiał porównawczy. Która decyzja z pierwszej wersji broni się do dziś, a którą podjąłbyś teraz inaczej?
Najlepiej broni się decyzja, żeby stworzyć otwarty system, a nie jedno nieruchome logo. Dzięki temu identyfikacja może reagować na temat kolejnej edycji bez utraty własnego charakteru.
W pierwszej wersji zbyt wiele zależało od atrakcyjności obrazu 3D. Dzisiaj od początku traktowałbym ruch jako część znaku, a nie efekt dodany na końcu. Przy festiwalu ruchomego obrazu ważniejsze jest czasem to, jak forma zachowuje się przez pięć sekund, niż to, jak wygląda w jednej zatrzymanej klatce.
Kinomural produkuje w ciągu dwóch wieczorów ogromną ilość obrazu. Jak projektuje się identyfikację, która musi być rozpoznawalna obok czegoś takiego, a jednocześnie nie może wchodzić temu w drogę?
Nie ma sensu konkurować z sześcioma ścianami pełnymi ruchu, światła i różnych języków wizualnych. Identyfikacja ma połączyć wszystko w jedno wydarzenie, porządkować komunikację i pomagać ludziom się odnaleźć. Kiedy zaczynają się projekcje, powinna się wycofać.
Widoczność i rozpoznawalność to nie to samo. Identyfikacja nie musi bez przerwy krzyczeć, żeby pozostać w pamięci.
Ghosts of Tomorrow pokazywałeś już jako flagi w plenerze w Gdyni i na ekranach. Co dzieje się z tym projektem, kiedy zmienia medium, i czym będzie na Kinomuralu?
Idea pozostaje ta sama, ale każde medium nadaje jej inny charakter. Materiałowa flaga reaguje na otoczenie. Wiatr decyduje o jej ruchu i o tym, ile obrazu w danym momencie zobaczymy. Jej siłą są fizyczność i nieprzewidywalność.
Flaga LED rozwija ten język, ale nie zastępuje tkaniny. Nadal jest fizycznym obiektem, a jednocześnie dostaje własne światło i czas wewnątrz obrazu. Może pulsować, zmieniać się i przechodzić pomiędzy kolejnymi flagami. LED daje większą kontrolę, ale mniej przypadkowości.
Na Kinomuralu flagi LED stworzą instalację przestrzenną na dachu Concordii Design. Nie będą zwykłymi ekranami, lecz polem świetlnych sygnałów, pomiędzy którymi będzie można się poruszać. Jedna forma mocniej reaguje na otoczenie, druga zaczyna zmieniać je za pomocą światła.
Flaga zwykle mówi bardzo głośno: „to jest nasze”, „należę tutaj”, „opowiadam się po tej stronie”. W Ghosts of Tomorrow pozbawiasz ją tej oczywistej przynależności. Co zostaje z flagi, kiedy odbierze się jej państwo, partię i ideologię?
Nie próbuję zrobić z flagi znaku neutralnego, bo flaga nigdy nie jest neutralna. Nawet pozbawiona godła zachowuje pamięć władzy, wspólnoty, mobilizacji i konfliktu. W Ghosts of Tomorrow przesuwam jednak tę energię w inną stronę. Zamiast mówić „to jest nasze”, flaga mówi „to jest wspólne” albo „to właśnie tracimy”.
Zostają ruch, rytm, kolor i zdolność skupiania ludzi wokół jednej sprawy. Moje flagi nie reprezentują państw, lecz zjawiska, które nie mają własnych emblematów: znikające ekosystemy, cyfrowe odpady, utratę zmysłowego kontaktu ze światem. Nie są sztandarami zwycięzców. To raczej znaki tego, co za chwilę może istnieć już tylko jako wspomnienie.
Żyjemy w kulturze, która pokazuje katastrofę bardzo dosłownie: płonące lasy, powodzie, wojny, wymierające gatunki. Ty świadomie rezygnujesz ze strategii szoku. Czy problemem nie jest już brak obrazów katastrofy, ale to, że nauczyliśmy się ich nie widzieć?
Tak, problemem nie jest dziś brak obrazów katastrofy, lecz ich nadmiar. Pożar lasu, bombardowanie, reklama butów i zabawny filmik trafiają do tego samego strumienia. Scroll wyrównuje ich znaczenie. Obraz szokuje przez kilka sekund, po czym zostaje zastąpiony kolejnym.
Nie odpowiadam na ten nadmiar kolejnym drastycznym kadrem. Wiele katastrof nie ma zresztą jednego rozstrzygającego obrazu. Zachodzą powoli, są rozproszone i stają się częścią codzienności. Dlatego w instalacji Ghosts of Tomorrow pokazuję raczej ślad po tym, co znika, niż sam moment katastrofy. Nie chcę szokować mocniej. Chcę przywrócić wagę temu, na co przestaliśmy reagować.
Jeżeli każdy telefon dostarcza dziś tysiące obrazów dziennie, czy uwaga stała się ważniejszym tworzywem sztuki niż sam obraz?
Nie powiedziałbym, że uwaga stała się ważniejsza niż obraz. Raczej stała się jego częścią. Flaga jest jedną z najstarszych i najtrwalszych form abstrakcyjnej komunikacji wizualnej. Potrafi sprowadzić bardzo złożoną ideę do kilku kolorów, prostych figur i rytmu, które można rozpoznać z daleka i bez słów. Skupiała zbiorową uwagę na długo przed pojawieniem się współczesnych mediów.
W instalacji Ghosts of Tomorrow zachowuję tę pierwotną siłę flagi, ale zmieniam jej materię. To nadal miękka, fizyczna tkanina, lecz światło staje się częścią jej struktury. Flaga zachowuje ruch i cielesność materiału, a jednocześnie przestaje być jednym, raz na zawsze ustalonym obrazem. Może się zmieniać, zanikać i ujawniać kolejne znaczenia.
Dzięki temu projektuję nie tylko sam znak, ale też sposób, w jaki istnieje on w czasie. Uwaga widza nie zostaje zdobyta jednym mocnym obrazem, lecz jest prowadzona przez jego zmienność. Spotykają się tu dwa porządki: jeden z najstarszych symbolicznych nośników i współczesna technologia.
Tworzysz bardzo szeroko. Masz w swoim dorobku identyfikacje wizualne, ale także plakaty, wystawy i instalacje. Jak myślisz, co ta otwartość na sztukę daje Ci w projektowaniu komercyjnym, a w czym może przeszkadzać?
Sztuka pozwala pozostawić pytanie otwarte. Projektowanie musi w pewnym momencie dać odpowiedź.
Praca artystyczna nauczyła mnie, że obraz nie tylko coś przedstawia. Może zmienić atmosferę miejsca, przyciągnąć uwagę albo wpłynąć na zachowanie człowieka. W projektowaniu komercyjnym bardzo mi to pomaga, bo identyfikacja nie powinna jedynie dobrze wyglądać. Powinna coś uruchamiać.
Projektujesz z Bali dla polskich instytucji kultury. Jak przy tej odległości wygląda praca nad projektem takim jak Kinomural?
Tegoroczna identyfikacja Kinomuralu powstała akurat w Tokio, gdzie spędziłem ostatnie pół roku. Dzisiaj nie ma w tym niczego niezwykłego. Pracuję w ten sposób od lat i właściwie nie ma większego znaczenia, czy jestem w Japonii, w Indonezji, czy w Polsce. Projekt, rozmowy i kolejne etapy pracy odbywają się głównie online.
Nad czym pracujesz teraz?
Kończę przygotowania do instalacji Ghosts of Tomorrow na Kinomuralu i rozbudowuję projekt do jedenastu flag LED to dość czasochłonne i wymagające planowania, zwyczajnie inny rodzaj pracy niż do tej pory.
Przygotowuję również wykład na festiwal Ad Black Sea o fladze jako współczesnym sygnale. Interesuje mnie już nie tylko to, co flaga oznacza, ale też to, co uruchamia i jak ludzie oraz miejsce zmieniają jej znaczenie. Równolegle pracuję nad projektami.
Na którą ścianę Kinomuralu czekasz najbardziej?
Najbardziej czekam na projekt Petera Burra, chociaż nie będzie to właściwie jedna ściana. Jego praca pojawi się równocześnie na czterech ścianach, a na każdej będzie działo się coś innego.
Nie da się zobaczyć jej w całości z jednego miejsca. Trzeba się poruszać, wybierać, gdzie patrzeć, i pogodzić się z tym, że coś nas ominie. Lubię projekty, które naprawdę potrzebują miasta, a nie tylko większego ekranu.
Kinomural. Festiwal sztuki nowych mediów
18 i 19 września, godz. 19:30-22:00, Wrocław, Nadodrze
Szczegółowy program: www.kinomural.com, wstęp wolny