Anna Owczarz-Dadan to znana i popularna autorka książek na temat grafiki komputerowej. Według jej biografii na stronie wydawnictwa Helion, ma na swoim koncie już ponad 24 pozycje. Niedawno w Grafmagu mogliście przeczytać moją recenzję jej najnowszej książki – Zaklęcia Photoshopa. Edycja zdjęć. Informowałam was wtedy także o nadchodzącym wywiadzie z tą autorką. Zapraszam do lektury.

ADadanOpowiedz nam coś o sobie, skąd wzięło się Twoje zainteresowanie grafiką i fotografią?

W moim przypadku nie było to żadne szczególne wydarzenie. Po prostu pewnego dnia stwierdziłam, że chcę to robić. Samo przyszło. Najpierw była fotografia. Od zawsze lubiłam fotografować. Moje ulubione tematy to pejzaż i portret. W chwili obecnej nie mam zbyt wiele czasu na fotografię, zajmuję się nią już jedynie hobbistycznie. A grafika, no cóż. Sama nie wiem. Nie jestem artystą grafikiem. Zajmuję się raczej grafiką użytkową. Zawsze byłam ciekawa, jak powstają takie rzeczy, jak np. reklamy, etykiety, layouty stron, itp. Chciałam się tego nauczyć. To samo z retuszem zdjęć.

Jaka jest Twoja ulubiona dziedzina grafiki powiązanej z fotografią i dlaczego?

Zdecydowanie retusz, zwłaszcza portretów, bo lubię upiększać otaczającą mnie rzeczywistość.

Z którą wersją programu Photoshop zetknęłaś się na początku swojej kariery?

Pierwszą wersją Photoshopa, z którą się zetknęłam, był Photsohop 3 czy 4. Dla wielu młodszych czytelników portalu podkreślę, że nie mam na myśli Photoshopa CS3, ale jego praprzodka. A tak na marginesie, to pierwszym programem do grafiki, na którym pracowałam, był Paint Shop Pro. Wtedy traktowałam to jako zabawę, bo byłam jeszcze bardzo młodą, chodzącą do szkoły osobą. Nie myślałam nawet, że kiedyś przerodzi się to w moją pracę.

Twoja wiedza na temat tego programu, w moim odczuciu, jest naprawdę bardzo rozległa. W jaki sposób poznajesz poszczególne funkcje programu? Testujesz je metodą prób i błędów czy korzystasz z jakiś zewnętrznych materiałów?

Dziękuję. Nie korzystam z żadnych magicznych technik. To jest cały czas ciężka, choć przyjemna praca. W przypadku nowych funkcji — po prostu — jeszcze na etapie powstawania programu siadam i testuję. Staram się przewidzieć, jak zachowa się polecenie, biorąc pod uwagę wiele różnych sytuacji. Dokumentacja do programu jest zazwyczaj bardzo uboga, więc oznacza to dużo ciężkiej pracy, w dodatku pod presją czasu. Czasami — aczkolwiek bardzo rzadko — kontaktuję się z „kolegami” z branży z innych krajów, aby wspólnie z nimi spróbować „rozgryźć” daną nową funkcję programu. Ale tutaj chodzi raczej o jej sposób działania od strony technicznej. Zastosowanie w praktyce każdy z nas (autorów książek) musi odnaleźć na własną rękę. Niekiedy korzystam z pomocy osób z Adobe.

Wiele nowych możliwości, jakie daje dane polecenie, „odkrywam” w praktyce podczas tworzenia projektów. A więc generalnie praktyka oraz cały czas nauka poprzez czytanie dokumentacji do programu, niekiedy książek innych autorów czy zagranicznych magazynów branżowych. Niektórzy wstydzą się do tego przyznać, ale oczywistym jest, że każdy z nas, kto uczy obsługi programu, czy pracuje w charakterze grafika, skądś musi czerpać wiedzę, jeśli chce się rozwijać w danej dziedzinie. I nie chodzi tutaj o to, że ja coś przeczytam w innej książce i napiszę o tym w swojej. Raczej o to, że czasami, gdy czytam książkę czy rozmawiam z kimś, pojawiają się dodatkowe pytania, wątpliwości i wtedy siadamy i zaczynamy zgłębiać jakieś zagadnienie, a to implikuje nowe pomysły, czasami innowacyjne rozwiązania.

Jaka jest Twoim zdaniem najlepsza forma nauki dla początkujących? Czy właśnie książki są idealnym rozwiązaniem?

Każda, która sprawia, że nauka sprawia przyjemność i jest łatwa. Dla jednej osoby będą to książki, dla innej kursy wideo, dla jeszcze innej kursy live. Ja osobiście preferuję książki i samodzielną naukę. Ale każdy jest inny. Najważniejsze, żeby nie robić niczego na siłę i umieć pohamować swoje nadmierne ambicje ogarnięcia wszystkiego w krótkim czasie, bo to tylko zniechęca. Powoli, małymi krokami i do przodu. A forma dowolna, co komu odpowiada. A przede wszystkim praktyka i myślenie.

Staram się nie narzucać w sowich książkach mojego zdania, a jedynie podpowiadać, co i jak można zrobić. Znasz lepszy sposób, ok, super. Chcę być „przyjacielem” czytelnika, a nie nauczycielem, który mówi: to zrób, tak, a to tak, bo inaczej będzie źle.

Książka Zaklęcia Photoshopa. Edycja zdjęć. Wydanie II

Książka Zaklęcia Photoshopa. Edycja zdjęć. Wydanie II

Jak długo pracowałaś nad swoim warsztatem, zanim zajęłaś się pisaniem książek?

Cały czas pracuję nad swoim warsztatem. I im więcej wiem, tym bardziej widzę, jak wiele jeszcze nie wiem.

Jak to się stało? Sama stwierdziłaś, że czas wydać książkę, czy w jakiś sposób Cię odnaleziono?

Sama zgłosiłam się do mojego pierwszego wydawcy. Przedstawiłam gotowość napisania książki (bo zawsze dużo pisałam i bardzo to lubiłam) na temat Photoshopa, a on właśnie kogoś takiego szukał. Później dopiero był Helion, z którym współpracuję już od 10 lat. Tutaj także zgłosiłam się sama. Okazało się, że planowali wtedy wydać książkę o Photoshopie z serii Kurs. Napisałam fragment książki, przedstawiłam, spodobał się i mogłam kontynuować nad nią pracę. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników i tak zaczęła się nasza współpraca. Później część propozycji napisania nowej książki wychodziła ze strony wydawcy, albo ja zgłaszałam się ze swoim pomysłem, że chciłabym napisać taką i taką książkę (tak było np. w przypadku wydanej niedawno Zaklęcia Photoshopa. Edycja zdjęć czy Photoshop CC. Szkoła efektu, która ukaże się lada dzień, czy książki, nad którą właśnie pracuję).

Lista książek oraz częstotliwość ich wydawania jest naprawdę imponująca. Czy znajdujesz jeszcze czas na inną działalność zawodową?

Jest ciężko, ale staram się to wszystko jakoś godzić. Poza pisaniem książek zajmuję się także tworzeniem projektów o charakterze grafiki użytkowej. Czasami organizuję szkolenia, piszę artykuły do magazynów — chociaż na to mam już niewiele czasu. Nadal staram się rozwijać swoje wydawnictwo oraz wykorzystywać wszystkie umiejętności, jakie zdobyłam w ostatnich latach, do stworzenia nowych produktów, o których na razie nie chcę mówić, gdyż nie są związane bezpośrednio z grafiką. To raczej odskocznia od tego tematu i próba realizowania się w innych dziedzinach wchodzących w zakres moich szerokich zainteresowań.

Czy w dobie tutoriali on-line i darmowych poradników ludzie ciągle, chętnie kupują tego typu książki? Czym Twoim zdaniem różni się forma, którą Ty dostarczasz od tego, co możemy znaleźć w sieci?

Tak, to się nie zmienia od lat… Zawsze będą ludzie, którzy będą szukać darmowych, zazwyczaj fragmentarycznych materiałów w internecie i tacy, którzy będą chcieli zapłacić i dostać obszerniejszy materiał w postaci książki. Nie zrozum mnie źle. Nie ma w tym niczego złego. Ja nawet to rozumiem, bo czasami po prostu w książkach czy kursach, które można kupić w księgarni, ktoś po prostu nie znajduje tego, czego szuka. Ja nie mam nic przeciwko darmowym poradnikom, jeśli tylko ich autor zgada się, że nie chce otrzymać za nie wynagrodzenia i sam wrzuca takie materiały do sieci. Chociaż we mnie zawsze takie materiały budzą odrobinę zastanowienia odnośnie do ich jakości, bo wiem, ile czasu zajmują różne rzeczy i wiem też, że zazwyczaj (z wyjątkiem kilku sytuacji) ktoś, kto poświęca na coś dużo pracy lub dzieli się czymś wartościowym, chce dostać za to wynagrodzenie, bo prawie każdy, kto nie jest na czyimś utrzymaniu, musi z czegoś żyć.

Poza tym, tak jak mówiłam wcześniej, nie każdy lubi tutoriale. Ponadto wiele z nich nie zawiera zbyt wartościowych treści, a nawet jeśli je zawiera, to tutoriale są fajnym rozwiązaniem dla osób, które chcą poznać rozwiązanie jednego problemu. Możemy się z nich zazwyczaj dowiedzieć, jak ktoś na konkretnym zdjęciu rozwiązał jakiś problem. Wadą ich jest to, że często autor takiego tutoriala nie zamieszcza szerszego rozwinięcia zagadnienia i nie wspomina, że możemy napotkać taki i taki problem i co wtedy zrobić. I powiedzmy sobie szczerze, często pojawia się też bariera językowa. Dla osób nieznających języków obcych pozostają jedynie tutoriale w języku polskim, a ich nie ma też wcale tak wiele. Ponadto, nawet jeśli ktoś zna np. angielski, to może korzystać z morza informacji z internetu, ale zauważ, że bardzo często ta duża ilość darmowych informacji to jedynie sztuczny tłok. Kiedy przyjrzymy się im bliżej, okazuje się, że często są to materiały przeklejane ze strony na stronę i w rezultacie jest ich dużo, ale często powielają treść z innych stron.

Książka zawiera jednak bardziej rozbudowany zakres materiału. Autor przed przystąpieniem do pracy nad nią przygotował jakiś plan. A przynajmniej powinien był to zrobić. Plan, który w spójny sposób łączy ze sobą wiele różnych zagadnień. Kieruje książkę do danej grupy odbiorców, a co za tym idzie sposób tłumaczenia zagadnień jest cały czas spójny. No i odchodzi czas na przeszukiwanie internetu. W książce dostajesz szerszy zakres zagadnień. Weźmy na przykład retusz wyglądu postaci. W swojej ostatniej książce zamieściłam omówienie kilkudziesięciu zagadnień z nim związanych — to jest tylko jeden rozdział, a materiał w zasadzie na oddzielną książkę. Oczywiście możesz informacji na ten temat szukać w internecie i pewnie wiele potrzebnych znajdziesz, ale zajmie to trochę czasu, no i do tego dochodzi jeszcze doświadczenie autora, którym dzieli się z czytelnikiem.

Można ugotować nowe, nieznane danie w domu, szukać dobrych produktów na targach, u małych sprzedawców, przekopać internet w poszukiwaniu najlepszego przepisu, nakryć stół, zadbać o atmosferę. Ale można pójść do restauracji i skorzystać z tego, co osoby, które powinny się znać się na swojej pracy, dla nas przygotowały. I za to płacimy i w restauracji i w księgarni.

Ja mogę mówić za siebie, nie wypowiadam się za innych autorów. Do każdej książki podchodzę poważnie. Nieważne, czy to mała książeczka, czy obszerna książka. Staram się robić to, co robię, najlepiej jak potrafię, poświęcając przygotowaniu materiału dużo energii, uwagi i czasu — kosztem życia prywatnego. A proszę mi wierzyć, książka 650 stron to wysoki koszt i finansowy, i pozafinansowy, ale także dużo satysfakcji, kiedy po wielu miesiącach oczekiwania otrzymuję pachnący farbą egzemplarz autorski. I mimo upływu lat nadal nie mogę doczekać się kuriera z przesyłką od wydawcy.

Wiem, że teraz fani darmowych tutoriali będą chcieli mnie zjeść za to, co powiedziałam, ale zapewniam, że nie mam niczego złego na myśli. Każdy niech korzysta z tego, z czego może i chce. Ja się nie obrażę, że ktoś woli tutorial od książki.

Zaklęcia Photoshopa. Edycja zdjęć. Wydanie IIJestem świeżo po lekturze Zaklęć Photoshopa… i jednym z plusów jakie w niej znalazłam, jest ciekawy dobór przykładów. Skąd akurat pomysł na taki? Jak dobierasz zagadnienia?

Tworząc nową książkę, cały czas zastanawiam się, co jeszcze może przydać się osobie, która ją kupi. Wiem, że może to zabrzmi górnolotnie i że wiele osób tak mówi, ale dla mnie zawsze priorytetem jest czytelnik. Kiedy tworzą nową książkę, nie zastawiam się, ile stron napisać i ile na tym zarobię, ale myślę, kim jest odbiorca i staram się tak przygotować materiał, żeby nawet osoba, która kupiła już pierwsze wydanie danej książki czy znajduje się już w posiadaniu jednej z moich książek, zawsze znalazła w niej coś nowego, coś ciekawego. Czasami jest to bardzo trudne, zwłaszcza gdy napisało się już bardzo wiele. Na szczęście dla mnie, w obecnym świecie wszystko zmienia się bardzo szybko i pojawiają się coraz to nowsze wyzwania, a co za tym idzie, zmieniają się potrzeby także w zakresie grafiki. W zasadzie jeśli chodzi o dobór zagadnień, to są zawsze dwie kluczowe kwestie: pierwsza to to, co musi zostać przestawione w książce o danym charakterze, więc np. kadrowanie, zmiana rozmiarów obrazu, wyostrzanie (w książce dla początkujących), a druga kwestia to to, co ja sama jako użytkownik programu chciałabym znaleźć w takiej książce. Im większy zakresem wiedzy mogę się podzielić, tym większa moja radość. Najważniejsza jest zawsze satysfakcja czytelnika i jego poczucie że wydając swoje pieniądze, dostał książkę, która spełnia jego oczekiwania, jest ładnie wydana, dowiedział się z niej rzeczy, których jeszcze nie wiedział. Dla mnie to priorytety .
Czasami widzę jakiś efekt, np. w reklamie, i myślę sobie „kurczę, może warto pokazać innym, jak coś takiego zrobić, może komuś się to przyda, może dzięki temu stworzy inny, fajniejszy efekt” i tak to się kręci. Ja pokażę coś tobie, ty pomyślisz, zrobisz coś innego, może zainspirujesz tym mnie. Nigdy nie wiadomo.

Jeśli chodzi o książkę Zaklęcia…, to była ona moim wielkim marzeniem wiele lat temu, gdy zaczynałam przygodę z pisaniem książek. Chciałam stworzyć książkę, która będzie obszerna, kolorowa i dla wszystkich. Chciałam, żeby była przydatna dla osoby, która kompletnie nie zna programu (stąd dodatkowo pierwszy rozdział), ale i takiej, która go zna, ale szuka czegoś więcej niż podręcznik obsługi programu. Chciałam też, żeby nie trzeba było jej czytać od deski do deski, ale móc zacząć lekturę w dowolnym momencie, zaglądając do zagadnień, które nas w danym momencie interesują i przechodzić swobodnie do innych. Taki układ zapewnia też komfortowe powracanie do wybranych zagadnień książki, kiedy chcemy tylko coś sprawdzić.

Kolejną rzeczą był dobór materiału. Chciałam, żeby książka pokazywała, jak zrobić nudne, ale potrzebne rzeczy, takie jak już wspomniane kadrowanie (a ponieważ książka jest do wersji CS6 programu, to dodatkowo była możliwości omówienia nowości, jakie pojawiły się w sposobie realizacji nawet tych „nudnych” zagadnień). Ponadto chciałam pokazać różne efekty, które po prostu podzieliłam sobie na kategorie (widziałam z forów i stron internetowych, a także z maili, jakie otrzymuję od czytelników, co ich interesuje), a także retusz. A do tego wszystkiego bardzo zależało mi na pokazaniu jak największej ilości zastosowań dla nowości, jakie pojawiły się w Photoshopie CS6. Efektem tego miksu jest właśnie II wydanie książki Zaklęcia….

Jeśli chodzi o same zagadnienia, to zarówno pierwsze, jaki drugie wydanie książki zawiera sztuczki z kanonu klasyki photoshopa, z którymi po prostu pracujemy przy większości projektów (korekcja kolorystyczna, wyostrzanie, kadrowanie). Chciałam pokazać, jak „ulepszyć” zdjęcia, dodając do nich szereg efektów symulujących zjawiska, z jakimi mamy do czynienia w życiu — np. takie, które pozwolą wykreować sztuczny deszcz, mgłę, czy też efekty, które mogliśmy stworzyć, fotografując jakąś scenę, ale tego nie zrobiliśmy (np. efekt bokeh, małą głębię ostrości, efekty, jakie możemy uzyskać, stosująć filtry fotograficzne). Ponadto szereg efektów takich jak tworzenie odbić, zamiana zdjęcia w komiks i wiele innych. W książce znalazły się też dwa obszerne rozdziały omawiające retusz postaci oraz pracę z oknem Camera Raw.
Efektów jest naprawdę bardzo dużo i nie chcę w tej chwili się nad nimi rozwodzić, bo i tak się już za bardzo rozgadałam, a osoby zainteresowane zapoznaniem się z nimi zachęcam po prostu do przeglądnięcia spisu treści książki.

Czy sama decydujesz o wyglądzie i stylach stosowanych w książce, czy pozostawiasz to grafikom z wydawnictwa z którym współpracujesz?

Niestety nie mam zbyt dużego wpływu na wygląd okładki czy skład. Chociaż oczywiście po tak wielu latach współpracy trochę się w tym zakresie zmieniło. Otrzymuję książki do zatwierdzenia, ale to temat rzeka. Zwykle wynika to też z bardzo krótkich terminów pracy nad książką i tego, że wszyscy pracujemy w dużym napięciu, aby książka ukazała się najszybciej jak to możliwe. Zauważ, że książki, które piszę, zazwyczaj dotyczą konkretnej wersji programu, a więc działamy pod presją czasu, gdyż musimy zdążyć z wydaniem książki, zanim ukaże się nowa wersja programu. Nie ma już czasu na to, bym sama mogła nadzorować pracę nad okładką. Tutaj wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu. Ufam, że ktoś, kto tworzy okładkę, zrobi ją najlepiej jak potrafi. To samo dotyczy składu.