To właśnie dzięki utalentowanemu zespołowi z Gdańska, znanemu jako TOFU Studio, możemy cieszyć oczy widokiem niezwykłych kalendarzy charytatywnych, docenionych przez widownię oraz nagradzanych na międzynarodowych konkursach i festiwalach. Z Danielem Naborowskim (Dyrektorem Zarządzającym) i Adamem Chylińskim (Dyrektorem Kreatywnym) oraz częścią zespołu odpowiedzialnego za stworzenie ROBOTÓW rozmawiamy o tych szczególnych projektach.

Czy spodziewaliście się tak dobrego przyjęcia kalendarzy charytatywnych nie tylko za samą ideę, ale przede wszystkim za ich walory estetyczne?

Adam Chyliński: Nie, ale jest to bardzo miłe i motywujące.

Daniel Naborowski: Nie. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Faktem jest, że kalendarze powstawały głównie, aby wspomóc konkretną fundację, ale też oczywiście po to, by pokazać nasz potencjał kreatywny. To zawsze jest transakcja wiązana. Jednak na pewno nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego przyjęcia. Tym bardziej jest nam miło i zwyczajnie się z tego powodu cieszymy, że nasze prace są nagradzane w konkursach i biorą udział w wystawach.

Można odnieść wrażenie, że wasze projekty zachwycają wszystkich. Czy spotkaliście się z krytyką dotyczącą kalendarzy?

Adam Chyliński: Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie takich sytuacji przy projektach kalendarzy. Co oczywiście nie musi znaczyć, że wszystkim się podobają — może krytycy po prostu nie wyrażają głośno swoich opinii.

Daniel Naborowski: Oczywiście, że tak. Ciekawostką może być fakt, że jeden z naszych charytatywnych kalendarzy został odrzucony jako praca komercyjna. Brał udział w konkursie ogłoszonym przez jednego z naszych potencjalnych Klientów. Oczywiście nie powiem o kogo chodzi, ale z perspektywy czasu mogę mu jedynie podziękować za to, że bardzo efektywnie przyczynił się do powstania naszej cyklicznej kalendarzowej akcji. Kalendarz ów finalnie powstał i został podarowany wybranej przez nas fundacji zgarniając przy okazji jedną z nagród.

Skąd czerpiecie inspiracje na kolejne charytatywne kalendarze?

Adam Chyliński: Kiedyś byłem świadkiem, jak ktoś na konwencie komiksu w Łodzi, zadał podobne pytanie Papciowi Chmielowi. Ten odpowiedział po swojemu „Idę sobie po chodniku, nagle potykam się o coś leżącego na ziemi. Patrzę, a to pomysł na nowy komiks”. To oczywiście brzmi śmiesznie, ale jest w tym trochę prawdy. Myślę, że to jest trochę szersze pytanie o to skąd w ogóle bierzemy inspiracje. Z mojego doświadczenia to jest kwestia odpowiedniej otwartości na świat, widzenia ciekawych rzeczy, które pojawiają się wokół nas. Jeśli utrzymuję taki „radar” to pomysły pojawiają się same. Trzeba po prostu jakiś czas pochodzić z „tematem w głowie”, aż pewnego dnia na spacerze potkniemy się o odpowiedni pomysł leżący na ziemi. Dostajemy też pomysły z zewnątrz tak jak w przypadku kalendarza Dinozaury, którego pomysłodawcą był syn Daniela – Adaś, albo Roboty, który zaproponował z kolei mój syn, Mikołaj

Wasze kalendarze to nie tylko plansze z kolejnymi miesiącami, dostajemy też „gadżety” w postaci wykrojników czy kolorowanek. Skąd pomysł, by tak wzbogacać te projekty?

Adam Chyliński: Pracując nad kalendarzami mamy kilka takich punktów, wokół których krążymy. Dobra grafika to podstawa, ale staramy się, żeby kalendarze były nie tylko ładnymi obrazkami. Dlatego ważne jest dla nas żeby miały też spójną ideę oraz, co równie ważne, by w jakiś sposób angażowały odbiorcę. Stąd te wszystkie wykrojniki, które można sobie powyginać, przesuwać, ażurowe ilustracje, które na kilku kartach składają się w jedną historię czy – tak jak w naszym ostatnim kalendarzu – plansze do samodzielnego pokolorowania.

Daniel Naborowski: Zawsze zależy nam na jakimś niekonwencjonalnym rozwiązaniu, ponieważ to mocno wzbogaca i nadaje odpowiedniego indywidualizmu każdemu projektowi. Jeżeli już w coś się angażujemy to zawsze na 100%. Zawsze inspirowały nas też rozwiązania, które przełamują pewne schematy, konwenanse. Stąd pomysł, żeby formę kalendarza traktować bardziej jak tworzywo, które możemy we własny i twórczy sposób wymodelować. Także pod kątem samej jego formy.

Kalendarze charytatywne przyniosły Wam już wiele nagród. Czy odczuwacie presję przygotowując nowy projekt?

Adam Chyliński: Kalendarze to dla nas, poza formą pomocy różnym organizacjom, taka przestrzeń do rozwoju, robienia rzeczy, które nas kręcą, a na które czasami nie ma miejsca w trybie komercyjnym. To nasz sposób na zachowanie świeżości i przekroczenia granic tego, co umiemy. O nagrodach specjalnie nie myślimy, ale nie ukrywam, że jest to dla nas jakiś punkt odniesienia. Ja osobiście zadaję sobie pytanie czy to jest projekt, który może zdobyć nagrodę Red Dot. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jesteśmy na dobrej drodze.

Daniel Naborowski: Chyba raczej nie. Zawsze podchodzimy z dużą pokorą i dystansem do tego co przynosi nam życie, więc jeżeli powstanie dobry projekt, to zgłaszamy go po prostu na wybrane konkursy. Nadrzędną ideą jest przekazanie pracy wybranej przez nas fundacji. To czy projekt finalnie otrzyma nagrodę, czy też nie ma dużo mniejsze znaczenie.

Kiedy i od czego zaczynacie proces projektowania kolejnego charytatywnego kalendarza?

Adam Chyliński: To nie będzie zbyt odkrywcze ale, podobnie jak przy innych tematach, pracę zaczynamy od burzy mózgów. Robimy spotkania, na których zbieramy pomysły, rozmawiamy i wybieramy te najciekawsze.

Daniel Naborowski: Zawsze w zespole dyskutujemy najpierw nad konkretną tematyką w połączeniu z możliwymi formami wykonania. Nie bez znaczenia jest też rasowy aspekt biznesowy całego przedsięwzięcia, bo zaprojektować kalendarz to jedno, ale go wyprodukować w niestandardowej formie, to drugie. Zawsze staramy się już na etapie tematu przewodniego kalendarza powiązać ze sobą wszystkie elementy tej układanki tak, aby powstało coś, co z jednej strony można wyprodukować, a z drugiej strony jest na tyle nieszablonowe, aby udało się projektowi szerzej zaistnieć.

Czym się kierujecie w procesie projektowym? Jakie wymagania sobie stawiacie?

Adam Chyliński: Chcemy, żeby nasze prace były przede wszystkim wyjątkowe. Nie chcemy, tylko zrobić kolejnego zlecenia, ale zależy nam żeby móc się przy okazji rozwinąć. Kalendarz musi być również spójny, co jest często trudne do osiągnięcia, gdy pracuje nad nim większa grupa ludzi, ale wydaje mi się, że znaleźliśmy na to sposób. Ważne, żeby miał czystą ideę, pokazaną w prosty i atrakcyjny sposób i – tak jak mówiłem wcześniej – angażował odbiorcę. To nasz przepis na sukces.

Daniel Naborowski: To już pytanie, bardziej do Adama. Ja od siebie mogę powiedzieć, że w procesie projektowym ściągam czasami dość drastycznie wszelkie zbyt „odjechane” propozycje. Ale taką też mam niewdzięczną rolę w zespole (śmiech).

Jak duża część zespołu jest zaangażowana w ten projekt?

Adam Chyliński: To jest dosyć płynne. Dinozaury były graficznie prawie autorską pracą naszej uzdolnionej Zuzy. Przy Robotach natomiast pracowało 6 osób, a jeśli policzyć ludzi z którymi dodatkowo zrobiliśmy internetową kolorowankę, pakiet animacji ze specjalnie skomponowaną muzyką, to zbierze się spora grupka. W każdy kalendarz, zaangażowana jest też bardzo mocno grupa ludzi z naszej zaprzyjaźnionej drukarni NORMEX z Gdańska. Dzięki nim wiemy, na co możemy sobie technologicznie pozwolić i jak to zrobić.

Daniel Naborowski: To zależy od skali projektu. Czasami bazujemy wyłącznie na naszym zespole, czasami posiłkujemy się sprawdzonymi kooperantami z zewnątrz. Jak dotychczas najbardziej absorbującym projektem ze względu na skalę całości przedsięwzięcia był nasz ostatni kalendarz czyli ROBOTY, gdzie wspomagaliśmy się i web designerem, animatorami i specjalistami od sound designu. Wszystko zatem zależy od skali konkretnego przedsięwzięcia.

Jak wspominają pracę nad kalendarzem osoby odpowiedzialne za ilustracje ROBOTÓW?

Marcin Chyliński: Praca nad kalendarzem była dla mnie wielką przyjemnością. Oczywiście, nie wszystko przyszło łatwo i „bezbolesne”. Mimo dużego entuzjazmu wiedziałem, że projekt jest bardzo wymagający. Każda ilustracja musiała jednocześnie sprawdzać się jako kolorowa plansza kalendarza oraz linearna kolorowanka dla dzieci. Mój wkład w ten projekt polegał na opracowaniu koncpetu linearnego robota w każdej ilustracji i to był dla mnie totalny upust dziecięcych fantazji. Tę pierwotną część prac wspominam niezwykle miło. Pracę nad kolorem i całym wsadem wykonywały już inne osoby w studio. Na kolejnych etapach każdy dokładał coś od siebie, aż do uzyskania finalnego efektu, akceptowalnego przez wszystkich. Ciekawym doświadczeniem było obserwowanie jak cały projekt ewoluuje i zmienia swoją formę od szkicu do gotowego produktu.

Zuza Zamorska: Od początku wiedzieliśmy, że zaprojektowanie kalendarza ROBOTY 2017 będzie dość złożonym procesem. Rozdzieliliśmy więc w studio pracę na etapy. Wygląd bohaterów ilustracji – robotów – określił Marcin. Na podstawie jego szkiców stworzyłyśmy z Olą, naszą ówczesną stażystką, 12 linearnych ilustracji przedstawiających roboty w wymyślonych przez nas światach. Każda z nas była odpowiedzialna za inne karty kalendarza. Kolejnym etapem było nadanie ilustracjom koloru przez Adama, stworzenie przez Adriana kalendariów oraz – finalnie – zaprojektowanie plecków kalendarza wraz z autorskim opakowaniem na kredki, które zostały dołączone do każdego egzemplarza kalendarza.

Tak, jak w przypadku kalendarza DINOZAURY, tak i tym razem najbardziej pracochłonne było dla mnie zaprojektowanie i przygotowanie wykrojników, a także wymyślenie i stworzenie funkcjonalnego, ale i estetycznego opakowania na kredki. Chcieliśmy, by można było je z łatwością zdjąć, a także zamocować ponownie z dowolnej strony kalendarza tak, by kolorowanie stron z linearnym rysunkiem było wygodne. Ponieważ lubię wyzwania, ta część pracy była dla mnie przy okazji najbardziej satysfakcjonująca. Przy projektowaniu opakowania inspirowałam się komputerami IBM z lat 60, a także analogowymi panelami sterowania z filmów science fiction, takich jak „Łowca Androidów” czy „Obcy”.

Ola Gołębiewska: Ilustracje powstawały na początku w szkicowniku. Przygotowałam wiele kompozycji, scenerii odpowiadających za dany miesiąc. Oczywiście w tym wszystkim był pomysł zapoczątkowany przez Marcina. Jego roboty stały się dla nas inspiracją do tych, które na koniec zostały stworzone w programie Adobe Illustrator. Chyba największą frajdą dla mnie  była kreatywna podróż do świata robotów. Trudnością, jaka nasuwa mi się na wspomnienie tego projektu, było zaprojektowanie głowy bałwana na karcie grudniowej. Pamiętam, że musiałam projektować ją co najmniej kilka razy.

Kto decyduje która organizacja zostanie wsparta przez charytatywny kalendarz?

Adam Chyliński: Zazwyczaj fundacje wyszukuje Daniel, a potem wspólnie wybieramy tę, dla której przygotujemy pracę.

Daniel Naborowski: Zawsze podejmujemy tę decyzję w pełnym zespole osób i podmiotów zaangażowanych w projekt. Jeżeli wszystkie strony zgadzają się na udział konkretnej Fundacji, proponujemy jej po prostu udział w projekcie i rozpoczynamy cały proces. Oczywiście Fundacja musi się zgodzić, ale jeszcze się nie zdarzyło, aby ktoś nam odmówił.

Po publikacji kalendarza „Roboty” „label-magazine” urządziło konkurs na tematykę kolejnego waszego projektu. Padły m.in. propozycje, by zrobić coś dla dziewczynek (bo Roboty i Dinozaury są dla chłopców), dżunglę, ptaki nieloty czy warzywa. Czy ta zabawa przełoży się na kolejny kalendarz?

Adam Chyliński: Kto wie, kto wie ;) Szczerze mówiąc mamy już kilka pomysłów, wykraczających również poza ramy kalendarzy. Ostatnio powołaliśmy do życia projekt TOFU+, z którym nosiliśmy się od dłuższego czasu, a który ma właśnie kanalizować nasze działania wykraczające poza komercyjne ramy. Niewykluczone, że te pomysły kiedyś się zmaterializują, niekoniecznie w formie kolejnego kalendarza.

Daniel Naborowski: Cóż, zobaczymy. Chcielibyśmy. To, że Dinozaury i Roboty były dla chłopców, wynika chyba z faktu, że autorami pomysłów na oba kalendarze są nasi sześcioletni synowie, o czym wspominał już Adam. Dzieci jak się okazuje są skarbnicą inspiracji. Co do przyszłorocznego kalendarza, to stoi on na razie pod znakiem zapytania, ponieważ na dzień dzisiejszy poszukujemy partnera, który pokryje koszty związane z zakupem papieru i wszelkich dodatkowych materiałów wynikających z projektu. Pomysły na tę pracę już mamy.

Jesteście ciekawi, czym jeszcze zajmuje się TOFU? Ich prace znajdziecie na BehanceInstagramie. Możecie ich również śledzić na Facebooku.

Monika Suchodolska
autor artykułu

Od 2008 roku pracuje jako grafik komputerowy w Lublinie (freelancing), współpracuje z instytucjami kultury, fundacjami, firmami, wydawnictwami etc., pracuje na UMCS jako nauczyciel akademicki (uczy projektowania stron www i grafiki komputerowej). Ponadto w 2014 roku wydała książkę, którą wspólnie ze znajomą napisała i zilustrowała. Od ponad roku świruję na punkcie ilustracji dla dzieci.

Wszystkie prawa zastrzeżone

Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa do artykułu są własnością jego autora. Kopiowanie, modyfikowanie, cytowanie artykułu bez jego zgodny jest zabronione.